01:44:00

Stephen King - Pan Mercedes




Nigdy nie ukrywałam, że twórczość King’a to coś, do czego wracam. Wróciłam i ubiegłą wiosną sięgając po kilka książek, w tym bezkonkurencyjną Rękę Mistrza i właśnie pierwszą część z trylogii Pana Mercedesa. Od pierwszego zdania poczułam, że jest to powieść, którą będę chciała przeczytać szybko i wolno zarazem. Nie myliłam się. 

Historia w pigułce

Książka zaczyna się od wydarzenia, które okazuje się być przedmiotem całej historii I części. Kierowca tytułowego Mercedesa - Brady Hartsfield - wjeżdża w tłum ludzi oczekujących przed placem na otwarcie targów pracy. W zbiorowisku znajdują się ludzie młodzi, rodzice z dziećmi, osoby starsze. Brawurowa jazda zbiera plony w postaci rannych i umarłych. Prowadzenie śledztwa zostaje powierzone  doświadczonemu policjantowi Bill’owi Hodges’owi, który po wielu, bezowocnych miesiącach poszukiwania porzuca nadzieję na rozwikłąnie tej prawy, przechodzi na emeryturę i traci sens życia. Wtem niespodziewanie otrzymuje list od napastnika, którego media okrzyknęły Panem Mercedesem. Wydarzenie sprawia, że detektyw podejmuje się na powrót prowadzenia śledztwa wykorzystując do tego swoje dawne znajomości. Rozpracowywanie tak sprawy, jak i profilu psychologicznego psychopatycznego kierowcy przywraca Bill’owi chęć do życia. Stawka jest bardzo wysoka, bowiem na szali stają potencjalne ofiary przewidywanego przez emerytowanego policjanta ponownego ataku szaleńca.

Podsumowanie

„Pan Mercedes” trafił na półkę w mojej domowej bibliotece niedługo po tym, jak trafił do naszego domu z księgarni. Przeczytałam tę książkę rezygnując ze snu, obiecując sama sobie, że „jeszcze tylko jeden rozdział”. Nie mogłam się oderwać od ciekawej i wartkiej akcji, która w równym napięciu utrzymywała przez wszystkie strony.  Tym samym nie sposób wyrazić jak bardzo byłam rozczarowana, kiedy w prezencie na urodziny zamiast drugiej ("Znalezione nie kradzione") dostałam trzecią część trylogii ("Koniec Warty"). Pozostaje mi niecierpliwie czekać na kolejną okazję dostania prezentu (walentynki…?) lub wybrać się do księgarni i zaspokoić swoją ciekawość wcześniej. Reasumując: zdecydowanie polecam (szczególnie jeśli macie wolny dzień). 


PS. Ostatnio widziałam w sklepach wydanie 3w1, dzisiaj z pewnością bym się na nie skusiła!

2 komentarze:

  1. Bardzo zachęcająca recenzja i muszę gdzieś ją znaleźć, ciekawe czy już będzie w jakiejś bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio widziałam - w dodatku potrójne wydanie!

      Usuń

Copyright © 2016 3 po trzeciej - all in one :) , Blogger